19 marca 2013

How to be happy?

Ostatnio przekopując internet i jego cztery kąty, znalazłam dość ciekawy artykuł odnoszący się do uczucia jakim jest szczęście. Nosił on nazwę "6 mitów o szczęściu" i był napisany na podstawie książki „The How of Happiness: A Scientific Approach to Getting the Life You Want” autorstwa psycholożki Sonji Lyubomirsky z University of California. Artykuł prawdopodobnie ma zawartą w sobie kwintesencję samej książki. Otóż składa się właśnie z 6 punktów, w których przedstawiony jest kolejno każdy mit nt. szczęścia. Ja osobiście uważam, że nie są to mity, a bardziej "wyobrażenia" czy wymówki ludzkie, które potwierdzają regułę, że zawsze się szuka "dziury w całym". Ludzie częściej skupiają swoją uwagę na tym co ma czarny kolor, czyli jest czymś niekoniecznie przez nas mile widzianym. I znów tutaj potwierdza się kolejna zasada ludzkiej natury, że jeśli coś jest "złe" to trzeba o tym mówić głośno, bo przecież wyrządziło nam to jakąś szkodę bądź  przeszkodziło w dotarciu do zamierzonego celu. Z resztą co tu dużo mówić, łatwiej jest narzekać, że coś nie wychodzi i pozostawać w pewnym błędnym kole niezadowolenia z braku wyników, niż zakasać rękawy i zrobić coś żeby było lepiej. Choć tak na prawdę trudno mówić o zakasywaniu rękawów, gdy mamy na myśli kierunek, na który będziemy nakierowywać tok naszego myślenia. Dokładnie o to chodzi. Każda wymówka, która tworzona jest przez człowieka jest niczym innym jak zwykłym pretekstem do tego, żeby danego działania nie podejmować - wszystko zaczyna się w naszych głowach. Ba, a nawet jeśli znajdzie się ktoś, kto pomyśli "a co mi tam" i zacznie działać, to prawdopodobnie i tak niewiele z tego wyjdzie, ponieważ na końcu doda "magiczne" "I tak mi się przecież nie uda". No oczywiście z takim założeniem nigdy, chyba, że zdarzy się cud i jednak się uda! I co wtedy? BUM! Jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, zaczniemy kierować myślenie w odpowiednią stronę "bo jak to mi się udało, no to i to się uda". Właśnie. O to chodzi! No, może nie do końca. Raczej miałam na myśli to, że jeżeli w coś wierzymy, staramy się i podejmujemy odpowiednie kroki - nawet te najmniejsze - to będziemy cieszyli się z każdego pokonanego szczebelka na tej drabinie na sam szczyt. Więc wierzyć trzeba cały czas, a nie wtedy gdy coś nam wychodzi.Mówiąc krótko, wszystko jest kwestią odpowiedniego podejścia i nastawienia się na działanie. :)Ja miałam takie postanowienie noworoczne - zanim przeczytałam o tym - i mimo wszystko staram się myśleć pozytywnie. Sama też staram się być chodzącą dawką pozytywnej energii. Ktoś mnie kiedyś zawał akumulatorem, podoba mi się to i nie chcę odbiegać od tego stwierdzenia. Fakt miewam gorsze chwile, ale jest to normalne, jednak zawsze wtedy zatrzymuję się na chwilę i powtarzam sobie w duchu "Dasz radę, kto jak nie Ty? Zobacz jak daleko zaszłaś, teraz nie możesz się zatrzymać. Dasz radę!". I przyznać muszę, że jakoś daję, nie ma lekko, nikt też nie mówił, że będzie.Ale gdyby kiedyś kilku panów zaprzestało wiary i prób dzisiaj nie czytali byście tego co piszę i innych fascynujących rzeczy za pomocą Internetu, ho i nie mieli byśmy wielu innych fajnych gadżetów, w ogóle nic byśmy nie mieli. Wszystko co dzisiaj sprawia nam przyjemność, jest nam niezbędne czy przydatne by nie staniało.  A właśnie, sami zobaczcie jednak jak to widzi autor artykułu, o którym mówiłam:

Artykuł "6 mitów o szczęściu"


Osobiście zamierzam też zabrać się do przeczytania samej książki :)Cosy.Artykuł "6 mitów o szczęściu"